dodano: 13.02.12
autor: Małgorzata Steciak
3D nie gryzie

Poważni filmowcy jeszcze boją się trzeciego wymiaru, który w dalszym ciągu kojarzony jest z kinem drugiej kategorii. Martin Scorsese w swoim najnowszym filmie, Hugo i jego wynalazek pokazuje, że 3D nie trzeba się bać, a nawet, paradoksalnie, przy użyciu trójwymiarowej głębi można zbudować interesujący pomost między początkami kina a współczesnością.
Młody Hugo Cabret (Asa Butterfield) jest sierotą mieszkającą w zakamarkach paryskiego dworca, gdzie raz za razem stara się umknąć przed złowieszczym zawiadowcą stacji (przezabawny Sacha Baron Cohen). Przy pomocy tajemniczego notesu, chłopiec usiłuje rozwikłać zagadkę pozostawioną mu przez zmarłego ojca (Jude Law). W poszukiwaniach towarzyszy mu Isabell (Chloë Grace Moretz), podopieczna zgorzkniałego sprzedawcy zabawek, papy Georgesa (Ben Kingsley). Małe śledztwo bohaterów otwiera przed nimi magiczny i nieco zapomniany świat początków kina.
Baśniowa historia Scrosese to w istocie hołd złożony pionierowi filmowej kreacji, Georgesowi Mélièsowi (słynna Podróż na księżyc z 1902 roku), który po pierwszej wojnie światowej, podobnie jak bohater Kingsleya, został zapomniany i pracował w drobnym sklepiku z zabawkami. Kluczem do rozwiązania zagadki Hugo są, uznawane przez długi czas za zaginione podczas zawieruchy wojennej, stare filmy reżysera.
Trzeci wymiar w Hugo i jego wynalazku nie jest zwykłą ciekawostką, lecz świadomie stosowanym zabiegiem wzbogacającym filmowy świat przedstawiony. Scorsese eksponuje głębię w rzadko do tej pory spotykany, nienarzucający się sposób (zupełnie różny od popularnego podejścia - „jak w 3D, to musi na widza lecieć”). W dodatku sprytnie łączy tę technikę z ujęciami dwuwymiarowymi, w których widzimy fragmenty starych filmów m.in. Thomasa Edisona, braci Lumière i samego Georgesa Mélièsa. Kto by pomyślał, że w XXI wieku będziemy oglądać Wjazd pociągu na stację w La Ciotat w kinie, w dodatku w stereoskopowych okularach. Legenda głosi, że widzowie pierwszego pokazu filmowego uciekli w popłochu na widok wjeżdżającego pociągu. Czy ta reakcja nie przypomina mimowolnych odruchów, jakie towarzyszą współczesnym widzom oglądającym po raz pierwszy filmy w 3D?

Scorsese świetnie prowadzi młodych aktorów - niespełna piętnastoletni Asa Butterfield (znany z Chłopca w pasiastej piżamie) udowadnia, że mimo młodego wieku jest artystą z solidnie wypracowanym warsztatem aktorskim. Trudno w jego kreacji odnaleźć choć nutkę fałszu lub przejaskrawienia, co często zdarza się w rolach dziecięcych. Brytyjczyk pozostawia nawet w tyle partnerującą mu Chloë Grace Moretz, znaną z dość dobrych ról w Kick Ass czy 500 dni miłości.
Hugo i jego wynalazek z czystym sumieniem można obejrzeć razem z dziećmi, przy okazji traktując seans jako szansę na zaszczepienie w pociechach miłości do klasycznego kina. Jedynym mankamentem filmu, wynikającym wyłącznie z winy mało rozgarniętych dystrybutorów, jest brak wersji z dubbingiem (pewnie stąd wzięło się nieco dziwne ograniczenie wiekowe od 12 lat). Hugo i jego wynalazek jest w końcu filmem przeznaczonym także dla młodszych widzów, którzy nie zawsze poradzą sobie z równoczesnym czytaniem i nadążaniem za fabułą.

To właściwie zabawne, że starzy wyjadacze pokazują nowicjuszom, jak obchodzić się z technologią trójwymiarową. Najpierw Wim Wenders w niesamowitej Pinie, a teraz Scorsese, wyznaczają najciekawszy i najbardziej obiecujący kierunek rozwoju 3D. Czy młodsi twórcy pójdą za ich przykładem? Za pasem kilka interesujących projektów, przede wszystkim Wielki Gatsby Baza Luhrmanna, Życie Pi Anga Lee i oczywiście Hobbit Petera Jacksona. Tymczasem idźcie obejrzeć Hugo i jego wynalazek, gdzie oprócz niesamowitej lekcji historii kina, otrzymacie dowód na to, że trzeci wymiar nie gryzie.
Małgorzata Steciak
Ocena: 8/10
Reżyseria: Martin Scorsese, Scenariusz: John Logan na podstawie książki Briana Selznicka Wynalazek Hugona Cabret, Zdjęcia: Robert Richardson, Muzyka: Howard Shore, Obsada: Asa Butterfield, Chloë Grace Moretz, Ben Kingsley, Sacha Baron Cohen, USA 2011.

